 |
 |
Autor: Krzysztof Visconti
Trochę to zabawne, ta linia metra U55 zwana "kanclerską". Otwarta 7 sierpnia tego roku w obecności burmistrza Berlina Klausa Wowereita, łączy dworzec główny Hauptbahnhof i Bramę Brandenburską. A przecież to tak niedaleko, 15- 20 minut spacerkiem, więc większość berlińczyków dziwi się, kpi, ironizuje i psioczy. Szczególnie, że najkrótsza linia metra w stolicy Niemiec nie była taka tania. Na budowany przez 14 lat odcinek długości 1800 metrów wydano łącznie 320 milionów Euro.
25 siepnia 1992 rok. Kanclerz Helmut Kohl podpisuje tzw. Hauptstadtvertrag czyli umowę o współpracy przy rozbudowie Berlina jako stolicy Niemiec. Jednym z punktów jest powstanie linii metra U5 prowadzącej z Aleksanderplatz w kierunku Hauptbahnhof i dalej na zachód. Trzy lata później ruszają prace budowlane, między innymi na podstawie planów pochodzących już z lat 50-tych.

2001 rok - pierwsze wstrzymanie budowy. Powodem jest przesunięcie funduszy na twającą równolegle, ważniejsza według Senatu budowę tunelu pod parkiem Tiergarten, mającego rozładowac ruch samochodowy wokół Bramy Brandenburskiej i Placu Poczdamskiego. Pozytywną stroną sprawy są wydarzenia odbywające się w niedokończonym metrze, na przykład legendarne party Robbiego Williamsa podczas jego tournee w Niemczech czy inscenizacja "Czarodziejskiego fletu" Mozarta w reżyserii Christopha Hagla. Kręcone są tutaj także sceny do filmów "Resident Evil" i "Aeon Flux".
2003 rok - rząd federalny grozi odebraniem wyłożonych funduszy, w zwiazku z czym Senat decyduje się na realizację projektu skróconej linii U55. Planowane oddanie do użytku: Mistrzostwa Świata w piłce nożnej w 2006 roku. Jednak problemy budowlane, między innymi kilkakrotne zalanie metra przez wody gruntowe, wydłużają prace o kolejne 3 lata.
Z hali dworca Hauptbahnhof do metra trzeba przejść zaledwie kilka metrów. Równie niewiele trwa jazda do pierwszej stacji Bundestag, która w pierwotnych planach miała nazywać się Reichstag. 30 sekund postoju, sygnał zamykanych drzwi i jesteśmy już na stacji Brandenburger Tor. Podróż trwa zaledwie 3 minuty, więc nie warto nawet siadać. Jeden z polityków argumentował kiedyś (wywołując lawinę ironicznych komentarzy), że linia U55 przyda się turystom przemieszczającym się z ciężkimi walizkami z dworca do hotelu. Tyle, że najbliższym hotelem, zaraz przy wyjściu ze stacji metra jest Adlon, a jego goście wolą podróżować limuzynami, a nie kolejką podziemną. Mimo to linia zaczyna być traktowana jako dosyć kuriozalna atrakcja turystyczna, o której piszą najnowsze wydania przewodników po Berlinie. Zabawny jest obrazek gości z różnych zakątków świata, którzy jadąc U55 głośno i ze zdziwieniem rozwodzą się nad rozrzutnością Niemców. Berlińczycy korzystaja z linii raczej rzadko, chyba że wokół centrum rządowego odbywa się demonstracja, czy jak ostatnio obchody świeta zjednoczenia Niemiec, kiedy to by dostać się do dworca głównego omijając tłumy zgromadzone między Bramą Brandenburska a Urzędem Kanclerskim, najlepiej było wsiąść do metra pustej na co dzień linii U55.
Tytułem najkrótszej linii kolejki podziemnej (niektórzy twierdzą, że nawet na świecie) U55 nie bedzie cieszyć się wiecznie. W kwietniu rozpoczęły się już prace przy Unter den Linden - głównej ulicy łączącej Bramę Brandenburskę z Aleksanderplatz oraz przy Forum Karola Marxa, mające doprowadzić do przedłużenia linii o kolejne stacje. Planowane zakończenie budowy na rok 2017. Tym samym tytuł najkrótszej linii metra w Berlinie powróci do mającej niecałe 3 kilometry linii U4, łączącej Nolendorfplatz z Placem Innsbruckim.
|