[2009-10-23]NR 06 | DEMONY WCIĄŻ ŻYJĄ W PAMIĘCI

Autor: Gero von Randow

Tej jesieni francuscy pisarze przypomnieli sobie o istnieniu Niemiec. Niechlubna przeszłość sąsiadów wciąż wzbudza we Francuzach nieprzyjemne uczucia – pisze Gero von Randow.

Francuski żołnierz zakochuje się w Niemce. Pierwsza wojna światowa rozdziela tę parę. Ona jest w ciąży, jednak wychodzi za mąż za innego. Jej córka Gretl w czasie drugiej wojny światowej („mój złoty wiek”) przyjeżdża z wojskami Wehrmachtu do Paryża, gdzie spotyka swojego ojca. Jest mu jednak całkiem obca. Jego wnuczka, Francuzka, jedzie w końcu do zjednoczonych już Niemiec, by dowiedzieć się, kim była owa Gretl. „Gdybyśmy się znali, nie wiem, czy byśmy się pokochali” – tak brzmi ostatnie zdanie powieści Le secret Gretl autorstwa Marie-Odile Beauvais.

W 1950 roku Hannah Arendt ponownie spotyka swoją wielką miłość, Martina Heideggera. Powie potem: „Tak długo, jak w oczach innych postrzegani jesteśmy przede wszystkim jako Niemcy, Żydzi czy Chińczycy, nie możemy być razem. Być może taką lekcję dał nam nasz wiek” – tym zdaniem kończy się spektakl teatralny Le Démon de Hannah napisany przez Antoine Rault.

Znerwicowana mieszkanka Paryża leci z Berlina do domu i rozmyśla o niemieckim pianiście, którego zamęczała swoją gadaniną w Sony Center (uchodzącym za „niemiecki symbol Stanów Zjednoczonych”), w kawiarni Einstein i w domu pamięci Brechta i który nieustannie opowiadał o Richardzie Brunonie Heydrichu, wagnerzyście, tenorze operowym, kompozytorze, ojcu Richarda Heydricha. Paryżanka i berlińczyk nie zostaną kochankami. Już w trakcie lądowania ona zauważa, że znów zaczyna zapominać język niemiecki. „Jest tak, jak za każdym razem: półtorej godziny wystarczy, by to, co niemieckie, rozpadło się” – stwierdzi bohaterka pod koniec powieści Noémi Lefebvre zatytułowanej L’autoportrait bleu.

Nieudane spotkanie to najczęstszy motyw obecny w dziełach literackich o Niemcach
(i Francuzach), które ukazały się tej jesieni w Paryżu. Co najmniej kilkanaście nowych książek, nie licząc przetłumaczonych powieści czy literatury popularnonaukowej (w tym doskonała Berlin-Ouest autorstwa Jacqueline Hénard) poświęconych jest niemieckiemu fenomenowi. Nawet wtedy, gdy akcja powieści rozgrywa się współcześnie, to związana jest z czasami hitlerowskimi. Mieszanka nazistowskiego błota i teutoństwa wciąż jest gęsta jak majonez. Dość kontrowersyjne stwierdzenie, które doskonale pasuje do ponownie rozgorzałej w Paryżu dyskusji na temat zjednoczenia Niemiec: co myślał sobie wtedy François Mitterrand? Czy obawa przed nowym niemieckim szaleństwem była uzasadniona i czy może nadal ma podstawy? Niedawno ówczesny doradca prezydenta Jacques Attali wspomniał w magazynie informacyjnym „Express” o„niemieckim demonie“, który rzekomo wciąż żyje. Cięta odpowiedź, która w tej samej gazecie padła z ust ambasadora Niemiec, spowodowała kolejną, nie mniej ostrą replikę Attaliego.

Akcja dwóch nowych powieści, Berlin 36 Alexandre‘a Najjara oraz Cadence Stéphane’a Veluta rozgrywa się w nazistowskich Niemczech. Bohaterami powieści Najjara, autora odnoszącego sukcesy i wielokrotnie nagradzanego, są Jesse Owens, Joseph Goebbels oraz Leni Riefenstahl. Występuje tam również młoda francuska reporterka, która ma złożyć relację z Igrzysk Olimpijskich w 1936 roku. Sam temat nie wywołuje zaskoczenia, więc i książka nie zaskakuje.

Z zupełnie inną sytuacją mamy do czynienia w przypadku debiutanckiej powieści Stéphane‘a Velutsa, która została nominowana do nagody w renomowanym konkursie Prix Wepler. Akcja Cadence toczy się w 1933 roku i dotyczy przestępstwa jednostki popełnionego w świecie zbrodni masowych. Do malarza, będącego narratorem powieści, zostaje przyprowadzona dziewczyna, którą malarz ma sportretować dla Führera jako „ikonę niemieckiej chwały”. Ofiara musi zdać się na jego łaskę, ponieważ wie, że w przeciwnym razie „będzie musiała wrócić tam, skąd przybyła”. Malarz wykonuje swoje zlecenie, planując jednocześnie dokonanie perwersyjnego przestępstwa. Dziewczyna staje się przedmiotem, który musi zostać dokładnie zmierzony. Prowadzi to do jego podwojenia – przedmiot oprócz swojej fizycznej postaci zyskuje także postać naukową. Sprawca uważa, że nie ma nic wspólnego z nazistami i uważa ich za większych szaleńców od siebie. Ze wstrętem obserwuje ich fizyczną przemianę w psy, aż do chwili, kiedy spostrzega, że sam stał się szczurem. Ten w pewnym sensie pouczający zwrot akcji może nie był do końca konieczny, ale i tak nie ma się ochoty na przerwanie lektury. Być może również dlatego, że lektura wywołuje uczucie odrazy, a odraza przyciąga.

Cadence jest powieścią. Także Le secret Gretl określa się powieścią, choć przypomina raczej sprawozdanie. Ale jakie! Największe wrażenie robią te fragmenty, w których autorka opisuje swoje doświadczenia z niemieckimi biurokratami, których prosi o pomoc w odnalezieniu śladów swojej ciotki. Proces zapominania jest dobrze przemyślany, a jego naczelnym hasłem jest „sfera prywatności”. Nawet tam, gdzie powinno się pamiętać, a nie zapominać, wkrada się nieprzyzwoita bezmyślność tamtych czasów i nie ma już miejsca na poczucie wstydu: „Byli więźniowie obozu koncentracyjnego Bergen-Belsen otrzymają za darmo księgę pamiątkową po uiszczeniu kosztów wysyłki”. Po przeczytaniu tej informacji zamieszczonej na stronie internetowej poświęconej miejscom pamięci Marie-Odile Beauvais wręcz brakuje słów. Widać, jak bardzo chęć zapomnienia zniekształciła Niemców, ich architekturę i ich dusze.

Fragmenty powieści Anne Wiazemsky Mon enfant de Berlin, która również stanowi udokumentowaną rekonstrukcję zdarzeń, przyczyniają się do ustalenia przyczyn zaburzeń pamięci. Bohaterką jest Claire Mauriac. Tak, dokładnie – chodzi tu o córkę znanego pisarza François‘a Mauriaca. Claire, która pomaga w Czerwonym Krzyżu, wyrusza do zrujnowanego Berlina, żeby być kimś innym, niż tylko córką znanego pisarza. Poznaje naród sprawców, których świadomość przypomina krajobraz po bitwie. Następuje amnezja, a osoby nią dotknięte mówią o „godzinie zero”. Bohaterka rodzi córkę. Dziecko z trudem przeżywa poród. Lekarz, który je uratował, zostaje później aresztowany, ponieważ okazał się zbrodniarzem wojennym. Tytułowe „berlińskie dziecko” to sama autorka. Książka została nominowana do nagrody Prix Renaudot.

Choć we francuskiej literaturze politycznej najczęściej przyznaje się, że Niemcy poradzili już sobie ze swoją zbrodniczą przeszłością, to w beletrystyce odczuwalna jest nieufność. Martin Heidegger w powieści Le Démon de Hannah nieustannie się tłumaczy („Nikogo nie zamordowałem i nikomu nie życzyłem śmierci.”). Natomiast Paul Celan alias Lenz, zgodnie z treścią dość łatwej do rozszyfrowania powieści Ordalie von Cécile Ladjali, na spotkaniu Grupy 47 zostaje skrytykowany za „zniechęcanie” swoich czytelników. Narrator, który nieszczęśliwie zakochał się w partnerce Celana, Ingeborg Bachmann, pisze: „nie odczuwałem żadnego współczucia wobec Lenza i jemu podobnych. Wstydziłem się naszego wstydu”. Ten sam motyw pojawia się w książce Brigitte Girauds zatytułowanej Une année étrangère. Siedemnastoletnia Francuzka wyjeżdża do Niemiec i spędza zimę niedaleko Lubeki, pracując jako opiekunka do dzieci. Być może to właśnie w tej powieści niemiecki melanż został opisany najbardziej dosadnie. Jest to historia dziewczyny, która rozpoczyna życie w nowym otoczeniu jako piąte koło u wozu, po czym staje się dla rodziny ważna.

Akcja rozwija się powoli i bez zagadek. Poznajemy za to otoczenie, w którym żyje bohaterka. Ciężkie jedzenie, dziwne obyczaje przy stole, sztywna wesołość podczas imprez, typowo niemiecka niechęć do zalotów – to wszystko można by potraktować jako stereotypy, gdyby nie fakt, że opowieści te pełne są zawoalowanego humoru. A potem pojawia się jeszcze postać dziadka, który w czasie wojny nauczył się kochać Francję na swój specyficzny sposób.

Dziewczyna próbuje przebrnąć przez dzieło Tomasza Manna, które zamienia potem, podobnie „jak niegdyś duża część narodu niemieckiego”, na Mein Kampf.

Gadatliwa główna bohaterka powieści Autoportrait bleu również zmaga się z lekturą Tomasza Manna. Ta debiutancka powieść, także nominowana do Nagrody Weplera, z pewnością należy do najbardziej interesujących pozycji z gatunku „Niemcy-są-dziś-tacy-ponieważ-byli-tacy wcześniej”. Jej zaletą jest to, że tematy trudne zostały w niej przedstawione z lekkością. Aby ułatwić trawienie tego dość ciężkiego tematu, polecamy książkę Jean-Yves Cendreya zatytułowaną Honecker 21. Autor żyje w Berlinie i opowiada o losach pewnego nieudacznika, który lubuje się we francuskim designie, pogardza sam sobą i – by obraz ten dopełnić - wprowadza się do zabytkowego wieżowca Corbusierhaus (budynek zaprojektowany przez francuskiego architekta Le Corbusiera – przyp. tłum.). Niemiecka sztuka kulinarna (właściciel domu publicznego, w którym panuje swojska rodzinna atmosfera, poleca „gulasz ziemniaczany, roladę z kaszanki, ragout z ogonów wołowych”), bezpłciowość nowych berlińczyków, leśna natura miasta, chińskie maskotki jako symbol globalizacji – to tylko niektóre z obiektów, które zostały poddane wnikliwej obserwacji autora. Jest to jedyna książka, w której Berlin został przedstawiony jako normalna, pełna niedoskonałości metropolia a nienawiść mieszkańców do samych siebie nie ma w sobie nic pofaszystowskiego. To jednak jest wyjątek. Jeśli weźmiemy pod uwagę jeszcze dwa tłumaczenia – autobiografię Evas Geschichte napisaną przez Evę Schloss, Żydówkę prześladowaną przez nazistów (książka ukazała się w Niemczech już w 2005 roku) oraz Book of Clouds, powieść, której akcja toczy się w Berlinie, napisaną przez Amerykankę Chloe Aridjis, to dojdziemy do nieuchronnego wniosku, że dziś, 20 lat po upadku muru, Francja rozlicza Niemcy po raz kolejny. Kiedyś to komunizm, wspólny wróg obydwu państw, zbliżał je do siebie, ale dziś? Kraje te mają wspólne interesy. Potrzebują Europy i dlatego siebie nawzajem, jednak nie jest to tak namacalne, jak niegdyś radziecki czołg czy SS-20. To wymaga permanentnego wyjaśniania i upewniania się. Żadnych powrotów do przeszłości! Przygląda nam się Francja, która sama przecież dyskutuje na temat własnego uwikłania w Holocaust. Tyle, że tej jesieni znów chodzi o Niemców. Nie, to się nigdy nie skończy. I dobrze.

Artykuł został opublikowany w 43. numerze „Die Zeit” w dn. 15 października 2009 roku
Tłumaczenie z języka niemieckiego: Kinga Zielińska
Redakcja: Zofia Matejewska

 ©  

 © dla polskiego tłumaczenia

 


Dodaj do:    Dodaj do wykop.pl Wykop    Dodaj do del.icio.us del.icio.us    Dodaj do mister-wong.com mister-wong    Drukuj Drukuj    Poleć znajomemu Poleć znajomemu
Od: Adres email znajomego: Wyślij Wyślij

Wasze komentarze:

Add commnet Dodaj komentarz


Anuluj   Wyślij
 
  • Do wybranego artykułu nie został jeszcze dodany żaden komentarz.

Point. Kalendarz Polsko-Niemiecki jest realizowany przez FWPN

Fundacja Współpracy Polsko Niemieckiej

Die Zeit po polsku

2010-07-30
:: NR 40 | HURA! JESZCZE CZYTAMY
2010-07-23
NR 39 | JAK BARDZO KONSERWATYWNY JEST GUTTENBERG?
2010-07-16
NR 38 | AUTORYTET
2010-07-09
NR 37 | CZY NIEMIECKI DA SIĘ JESZCZE URATOWAĆ?
2010-07-02
NR 36 | WYPĘDZENI
2010-06-25
NR 35 | PRAWDZIWI OBYWATELE
2010-06-18
NR 34 | MISTRZ PATOSU WOLNOŚCI
2010-06-11
NR 33 | CZŁOWIEK DOBREJ WOLI
2010-06-04
NR 32 | NIE JESTEM SZCZĘŚLIWY. NIGDY NIE BYŁEM
2010-05-28
NR 31 | JAK WIĘC BYĆ POWINNO?
2010-05-21
NR 30 | JA CIĘ WIDZĘ, TY MNIE NIE
2010-05-08
NR 29 | OJCZYZNA BEZ GRANIC
2010-05-07
NR 28 | OKLASKÓW NIE BĘDZIE
2010-04-30
NR 27 | NOWI MY
2010-04-23
NR 26 | CZEGO NIE WOLNO MÓWIĆ W NIEMCZECH
2010-04-16
NR 25 | W KRAINIE SŁÓW
2010-03-19
NR 24 | MARSZ NA BERLIN
2010-03-12
NR 23 | WIELKI HAZARD
2010-03-05
NR 22 | CHODŹCIE WSZYSCY DO NAS!
2010-02-26
NR 21 | ŚWIAT NA HAKU ABORDAŻOWYM

Wyszukiwarka

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać co piątek subskrybcje "Die Zeit" w języku polskim, zapisz się do naszego newslettera.