[2009-11-19]SCENA BERLIN: GALERIA ZERO

Autor: Krzysztof Visconti

Galeria ZERO – offowa galeria od 6 lat prezentująca przede wszystkim młodą sztukę z Polski i Niemiec, choć wśród 150 prezentowanych artystów pojawili się tutaj również np. Dee Dee Ramone, Sandra Stephenson (żona Jacka Nicholsona) czy Seiji Morimoto i Satoshi Hoshi z Japonii. Galeria prezentuje również projekty muzyczne i performance. Z twórcami galerii ZERO: Anną Krenz i Jackiem Slaskim rozmawiał Krzysztof Visconti.

Krzysztof Visconti: Marlena Dietrich śpiewała kiedyś: "Mam w Berlinie jeszcze jedną walizkę". W waszm przypadku nie jest to walizka, ale całe regały z dokumentacją, olbrzymie zbiory zdjęć, tekstów i wspomnień z wystaw. Czy zakładając galerię w maju 2003 roku liczyliście się z tym, że bedziecie ją prowadzić tak długo?

Jacek Slaski: Na początku w ogóle nie przypuszczaliśmy, że tak intensywnie poświęcimy się galerii, że uda nam się zrobić ponad 100 wystaw. Teraz, po kilku latach, przyszedł taki moment, w którym stwierdziliśmy, że jednak coś ważnego odbyło się w tej przestrzeni, co warto jakoś udokumentować.

KV: Czy od początku mieliście klarowną wizję tego, co chcecie robić, jaką sztukę chcecie pokazywać, jaki ma być profil galerii? Czy też była po prostu potrzeba aktywności, a profil ukształtował się z czasem?

JS: Mimo że decyzja o założeniu galerii zapadła bardzo szybko, myślę, że mieliśmy plan. Przynajmniej z grubsza. Od początku wiedzieliśmy na przykład, że będziemy kłaść nacisk na pokazywanie młodej sztuki z Polski, tak zresztą pozostało do dzisiaj. Ale też nie chcieliśmy ograniczać się jedynie do tego, chcieliśmy pokazywać najróżniejsze rzeczy. Wiedzieliśmy też, że nie bedziemy pokazywać sztuki dekoratywnej, takiej, którą wiesza się nad kanapą, ale rzeczy zaangażowane, trudne, głośne, czasem śmieszne, projekty.

KV: Offowe?

JS: Od początku byliśmy miejscem offowym, a nie stricte komercyjnym i nadal nim jesteśmy. Jesteśmy galerią sztuki, ale pokazujemy nie tylko sztukę. Pokazujemy polską sztukę, ale nie jesteśmy miejscem polonijnym i chyba nikt nas tak nie postrzega. Nie chcemy ograniczać się do jednej tylko sfery, do jednej konwencji. Nie pokazujemy jedynie malarstwa czy wyłącznie fotografii, albo tylko instalacji. Robimy bardzo dużo różnych rzeczy. I przez pięć lat ta mieszanka się jakoś zachowała. Ale, że uda nam się zrobić na przykład wystawę obrazów Dee Dee Ramone, założyciela Ramones, czy że wystawiać będzie u nas pierwsza żona Jacka Nicolsona czy inne śmieszne rzeczy, jak kooperacje z galeriami w Hiszpanii czy Finlandii, tego oczywiście nie wiedzieliśmy.

AK: Ja w ogóle jestem osobą, która wierzy w ogromną rolę przypadku, że dokładne planowanie przyszłości nie ma kompletnie sensu. W moim życiu zawsze tak było. Nigdy nie przypuszczałam, że będę żyć w Berlinie, a jednak tutaj wylądowałam. I z galerią było podobnie. Zawsze wiedziałam, że tego chcę i jak pojawiła się okazja to oczywiście chciałam spróbować. Mieliśmy bardzo mało czasu na skonkretyzowanie naszej wizji, tego co chcemy robić. Pojawiło się parę punktów. Chcemy pokazywać młodą sztukę polską, bo oboje jesteśmy Polakami i mamy rozeznanie w tej materii.

KV: Towarzyszyło Wam poczucie powinności, że mało jest w Berlinie sztuki polskiej, więc chcieliście tę lukę wypełnić?

JS: Było coś takiego. U mnie ta potrzeba pokazywania polskiej sztuki była nawet większa niż u Ani, która w Niemczech mieszkała dopiero od kilku miesięcy, a ja od ponad 20 lat. Również ochota na pokazanie, że Polacy nie tylko kradną samochody, ale też robią fajną sztukę, nie było pierwszoplanowe. Myślę, że założyliśmy galerię, bo zajmowaliśmy się wieloma różnymi rzeczami. Ania jest artystką i architektem, zajmuje się też dziennikarstwem. Ja też zajmuję się dziennikarstwem, wtedy byłem jeszcze DJ-em i w momencie gdy dostaliśmy to miejsce, pojawiła się jakaś struktura. Rodzaj instytucji. Nie byliśmy już jedynie freelancerami, którzy latali raz tu raz tam, ale mieliśmy już miejsce, z którego mogliśmy operować. To było dość ważne.

KV: A znaliście bagaż znaczeniowy nazwy?

JS: Nie znałem wtedy ani niemieckiej grupy Zero z lat 60-tych, nie wiedzieliśmy też, że w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu od marca 1972 roku do stycznia 1973 istniała galeria Zero, która zajmowała się polską awangardą, sztuką konceptualną. Również nie wiedzieliśmy, że na całym świecie istnieje około 10 innych galerii Zero. Zero miało dla nas inne konotacje. Po pierwsze nazwa jest zrozumiała zarówno po polsku, jak i po niemiecku i angielsku. Poza tym graficznie jest to ładne słowo. Zero jest czymś neutralnym, punktem pomiędzy plusem, a minusem, pomiedzy wschodem i zachodem, dobrą, a złą sztuką. Poza tym zakładając galerię nie mieliśmy wogóle pieniędzy. Zaczynaliśmy od zera.

KV: Przyznam, że od początku odbierałem galerię ZERO nie tylko jako miejsce wystawiennicze, ale bardziej nawet jako miejsce różnych aktywności, przede wszystkim miejsce wymiany i to na różnych poziomach.

AK: Nasze pomieszczenie galeryjne jest małe i gdybyśmy robili wyłącznie wystawy byłoby dosyć nudno. Staraliśmy się zawsze podczas wystaw organizować koncerty, performace i inne akcje. Zależało nam też na tym, żeby stworzyć miejsce spotkań ludzi z różnych branż. Żeby ludzie poznawali się, tworzyli potem wspólne projekty, albo szli po prostu razem na piwo. Fakt, że jest jeszcze drugie pomieszczenie biurowe powoduje, że możemy tu pracować jeszcze nad innymi rzeczami nie związanymi z galerią, ale przez to też stale pojawiają się nowe osoby. To miejsce żyje.

JS: Bardzo często też zgłaszają sie do nas ludzie z pytaniami dotyczącymi polskiej sztuki, czy w ogóle spraw związanych z Polską, traktując nas trochę jak taki offowy Instytut Polski. Poza tym galeria jest też dla nas miejscem produkcji, szczególnie projektów Ani. Tutaj ma próby nasz zespół The Curators.

KV: No właśnie, porozmawiajmy trochę o muzyce, bo odgrywa ona w Waszej działalności niebagatelną rolę.

JS: Zanim poznałem Anię, sztuka nie interesowała mnie tak bardzo, ważniejsza była dla mnie wtedy literatura, a przede wszystkim muzyka. Może właśnie dlatego muzyka jest tak istotna w galerii ZERO. Chętnie łączymy sztukę z muzyką, wernisażom u nas bardzo często towarzyszą koncerty. Czasami wystawiamy polskiego artystę i zapraszamy japońskiego muzyka. Dzięki temu zaczynają się przenikać światy i konwencje. Zresztą w naszym przypadku to bardzo dobrze funkcjonuje. Dla muzyków eksperymentalnych jest dosyć trudno znaleźć adekwatne miejsce. Ludzie, którzy działają na awangardowych pograniczach, instynktownie szukają otwartego miejsca związanego ze sztuką i dla wielu galeria ZERO okazała się takim dobrym miejscem.

AK: Związki sztuki i muzyki w galerii ZERO można podzielić na trzy kategorie. Pierwsza kategoria to koncert na wernisażu, druga kategoria to instalacja dźwiękowa jako wystawa, jak akcja z dysfortepianem Conrada Schnitzlera. Trzecia to muzyk, który też uprawia sztukę wizualną, jak na przykład Dee Dee Ramone. W miarę upływu lat okazało się, że zaraz po Polakach czy Niemcach najliczniejszą publicznością są u nas Japończycy. Zresztą stało się tak dzięki znajomej z Polski, Ewie Bielskiej, która przedstawiła nas japońskiemu artyście i muzykowi Seiji Morimoto. Od niego się zaczęło i w tej chwili jesteśmy takim minicentrum polsko-japońskim w Berlinie.

JS: Ta kulturowa różnorodność jest typowa dla Berlina. Taka instytucja, jak galeria ZERO, nie powstałaby pewnie w żadnym innym mieście.

AK: Od samego początku wiedzieliśmy, że nie chcemy być uzależnieni od rynku i konieczności sprzedawania sztuki. Jest to bardzo luksusowa sytuacja. Są oczywiście również negatywne strony. W Berlinie konkurencja jest ogromna. Tu jest kilkaset galerii i przebić się przez całą chmurę, tę ilość wernisaży, jest bardzo trudno.

KV: Włożyliście w galerię mnóstwo pracy, czasu i energii. Czy gdybyście kilka lat temu wiedzieli co Was czeka, założylibyście galerię ZERO?

AK&JS: Zdecydowanie tak!

 



Dodaj do:    Dodaj do wykop.pl Wykop    Dodaj do del.icio.us del.icio.us    Dodaj do mister-wong.com mister-wong    Drukuj Drukuj    Poleć znajomemu Poleć znajomemu
Od: Adres email znajomego: Wyślij Wyślij

Wasze komentarze:

Add commnet Dodaj komentarz


Anuluj   Wyślij
 
  • Do wybranego artykułu nie został jeszcze dodany żaden komentarz.

Point. Kalendarz Polsko-Niemiecki jest realizowany przez FWPN

Fundacja Współpracy Polsko Niemieckiej

Scena Berlin

2010-07-23
SCENA BERLIN: GORĄCE KINO LETNIE
2010-07-11
SCENA BERLIN: PLAŻA W ŚRODKU MIASTA
2010-06-29
SCENA BERLIN: MUZYCZNY LIPIEC
2010-06-15
SCENA BERLIN: 6. BERLIN BIENNALE
2010-06-09
SCENA BERLIN: DYSKRETNY UROK ANTEN SATELITARNYCH
2010-05-24
SCENA BERLIN: KARNAWAŁ KULTUR
2010-05-10
SCENA BERLIN: TEMPELHOF
2010-05-04
SCENA BERLIN: GALLERY WEEKEND
2010-04-19
SCENA BERLIN: NIECH ŻYJĄ MAŁE KINA!
2010-04-01
SCENA BERLIN: WMF
2010-03-23
SCENA BERLIN: KONKURS NA POMNIK JEDNOŚCI
2010-03-12
SCENA BERLIN: POLSKIE MALARSTWO W KOLEKCJI MARXA
2010-02-26
SCENA BERLIN: FILMHAUS NA PLACU POCZDAMSKIM
2010-02-09
SCENA BERLIN: TRANSMEDIALE.10
2010-02-01
SCENA BERLIN: TACHELES
2010-01-26
SCENA BERLIN: FASHION WEEK
2010-01-15
SCENA BERLIN: TANZTAGE BERLIN
2009-12-29
10 PROPOZYCJI NA SYLWESTRA W BERLINIE
2009-12-15
SCENA BERLIN: BERLIN WEDŁUG GÓRECKIEGO
2009-12-08
SCENA BERLIN: KÜNSTLERHAUS BETHANIEN

Wyszukiwarka

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać co piątek subskrybcje "Die Zeit" w języku polskim, zapisz się do naszego newslettera.