[2009-11-27]CZERWONY OSKAR

Autor: Krzysztof Tokarz

Oskar Lafontaine – znany lewicowy niemiecki polityk ma raka. Nie wiadomo, czy będzie nadal aktywnie działał w niemieckiej polityce. Sporo zależy od tego, jaki będzie jego stan zdrowia.

 

Odradzanie się i powrót kiedy wszystkim wydaje się to już niemożliwe – to specjalność Oskara Lafontaine'a. Kiedy 19 lat temu na wiecu w Kolonii chora psychicznie kobieta wbiła mu nóż w szyję i ostrze przebiło tętnicę, wtedy kandydat SPD na kanclerza przez kilka dni walczył o życie. Ku zdziwieniu wielu niemalże wprost ze szpitalnego łóżka trafił na wiece. Wprawdzie nie udało mu się pokonać Helmuta Kohla, ale udowodnił światu, że nic nie jest go w stanie powstrzymać. Lafontaine kanclerzem nigdy nie został, ale walnie przyczynił się do tego, że jego ówczesny partyjny towarzysz Gerhard Schröder stanął na czele rządu federalnego.


Nazwisko ma francuskie, pochodzi z kraju Saary. Jeszcze w latach 70 zrobił nie byle jaką polityczną karierę. Zaczynał jako lokalny polityk, burmistrz Saarbrücken, później przez 14 lat premier landu. Ta oddolna praktyka dawała mu doświadczenie w walce o stanowiska na szczeblu federalnym. Mówiono o nim, że „był ukochanym wnukiem Willy'ego Brandta”. Legendarny przewodniczący niemieckich socjaldemokratów, w Polsce znany z symbolicznego uklęknięcia przed pomnikiem Powstańców Warszawskiego Getta to właśnie w Lafontaine widział przywódcę SPD. Tak też się stało w 1995 r., kiedy tenże stanął na czele niemieckich socjaldemokratów. W 1998 r. Oskar Lafontaine mógł zostać kandydatem na kanclerza. Nie zdecydował się wówczas na to. Wolał oddać pole młodszemu, błyszczącemu w mediach Gerhardowi Schröderowi. Nie ma wątpliwości, że do sukcesu Schrödera przyczynił się nie kto inny jak Oskar Lafontaine. Jest znakomitym mówcą, doskonale potrafił odczytywać nastroje swoich słuchaczy. Zjednoczył partię socjaldemokratyczną wokół swojej osoby, potrafił na tyle zmobilizować elektorat, aby umożliwić socjaldemokratom powrót do władzy. W „nagrodę” został powołany do pierwszego rządu Schrödera na stanowisko ministra finansów. Do dziś nie wiadomo, dlaczego sam odszedł z tej funkcji. Niektórzy mówią, że nie wytrzymał „bycia tym drugim”. On sam zaś mało przekonująco tłumaczył, że nie chciał pogodzić się z cięciami socjalnymi i z udziałem niemieckiego wojska w interwencji NATO w byłej Jugosławii. Jednak odejście z rządu, a później nawet z SPD wcale nie zakończyło jego kariery. Stał się surowym recenzentem swojej byłej partii.


W 2005 poraz kolejny Lafontaine politycznie zmartwychwstał. Ogłosił światu, że odchodzi z SPD. Stanął na czele „partyjki WASG” , jak o jego nowym ugrupowaniu mawiali złośliwie oponenci. Ale bardzo szybko dawnym towarzyszom z SPD wcale nie było do śmiechu. Musieli mieć nietęgie miny, kiedy dowiedzieli się, że „czerwony Oskar” chce połączyć listy wyborcze ze wschodnioniemiecką PDS, spadkobierczynią partii komunistycznej byłej NRD. Nie trzeba być specjalnie wybitnym politologiem, aby domyślić się, że takie posunięcie będzie oznaczało bratobójczą walkę po lewej stronie niemieckiej sceny politycznej.

 

Lafontaine skupił wokół siebie i swojego nowego ugrupowania przegranych zjednoczenia. Do nich zaliczają się przede wszystkim emeryci, pamiętający nie tylko samo zło NRD, ludzie w średnim wieku, którym się nie powiodło, tych z nowych landów Bundesrepublik, którzy nie odnaleźli swojego miejsca po zjednoczeniu. Ale nie tylko oni popierają Lafontaine’a. Dołączyła też lewicowa młodzież, ci, którzy stracili na Schröderowskim pakiecie cięć socjalnych Agenda 2010, renciści, bezrobotni, którym skrócono okres wypłacania zasiłków. Co było do przewidzenia, Lafontaione’owi udało się przejąć tych, którzy zawiedli się na SPD.

 

Program Die Linke przypomina nieco list do świętego Mikołaja. Sporo w nim życzeń. Jest mowa o dłuższych zasiłkach dla ludzi bez pracy, wiek emerytalny to 65 lat, ograniczenie umów o pracę na czas określony. Zapłacić za wszystkie te przywileje mieliby dyrektorzy i bankierzy osiemdziesięcio procentowym podatkiem dla najbogatszych. Choć Lafontaine walczy, jak sam mówi, o przywrócenie sprawiedliwości społecznej, to nie przeszkadza mu jego luksusowa willa i „wypasiony” samochód.


Die Linke przestała być partią jedynie ludzi przegranych i odtrąconych. Lafontaine wykonał manewr podobny jak kiedyś wspólnie ze Schröderem. Powoli lecz systematycznie pozyskuje elektorat z klasy średniej. To uderzy nie tylko w socjaldemokratów, ale i również w chadeków. Lafontaine zrozumiał, że trzeba dotrzeć do ludzi, nie tylko biednych, ale i do tych, którzy mogą czuć strach przed utratą dobrobytu. Nie gardzi również elektoratem Zielonych. Jakie zdziwienie wzbudziło to, że w programie Die Linke wprowadził sporo punktów dotyczących ochrony środowiska. Czerwony Oskar miał tylko jeden całkiem niemały problem. Otóż większość jego elektoratu mieszka w byłej NRD. Niemcy z Zachodu nie kwapili się, aby głosować na lewicowe ugrupowanie, mając na uwadze, że PDS jest córką partii Honeckera. Ale to właśnie niewielka partia WASG – ale przede wszystkim osoba Lafontaine’a zaciera obraz i zamazuje ten podział terytorialny. Ten sprytny wybieg pozwolił na to, że Die Linke staje się na naszych oczach partią ogólnoniemiecką i realną konkurencją dla SPD.


Śmiało można zaryzykować tezę, że to dzięki Oskarowi Lafontaine’owi połączone partie zdobyły w 2005 r. 8,7 proc. głosów, wyrastając nagle na czwartą siłę w Bundestagu. W tegorocznych wyborach tylko powiększyły swój stan posiadania i zdobyły aż 11,9 procent. To niewątpliwa zasługa Lafontaine’a, że Die Linke była prawdziwym czarnym koniem wrześniowych wyborów.

SPD siedzi teraz w ławach opozycji z Lafontaine'em i chcąc nie chcąc będzie musiała się bić o to, kto jest prawdziwą lewicą. Lafontaine nie zniknie, jak chcieliby niektórzy politycy SPD. Nie tylko „zmartwychwstał”, ale umocnił swoją pozycję i zagraża SPD bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Politycy socjaldemokracji uważają Lafontaine’a za zdrajcę, ale prędzej czy później będą musieli się oswoić z myślą, że aby rządzić Niemcami nie mają innego wyjścia jak dogadać się ze swoim byłym partyjnym towarzyszem. Jak tak dalej pójdzie, Die Linke z Lafontaine’em sięgną po władzę.


Dodaj do:    Dodaj do wykop.pl Wykop    Dodaj do del.icio.us del.icio.us    Dodaj do mister-wong.com mister-wong    Drukuj Drukuj    Poleć znajomemu Poleć znajomemu
Od: Adres email znajomego: Wyślij Wyślij

Wasze komentarze:

Add commnet Dodaj komentarz


Anuluj   Wyślij
 
  • Do wybranego artykułu nie został jeszcze dodany żaden komentarz.

Point. Kalendarz Polsko-Niemiecki jest realizowany przez FWPN

Fundacja Współpracy Polsko Niemieckiej

O ludziach i wydarzeniach

2010-07-23
HEINRICH BÖLL
2010-07-16
SOCJALDEMOKRACI I ZIELONI PRZEJĘLI WŁADZĘ W NAJLUDNIEJSZYM NIEMIECKIM LANDZIE
2010-07-09
10-LECIE FUNDACJI "PAMIĘĆ, ODPOWIEDZIALNOŚĆ I PRZYSZŁOŚĆ" ("EVZ")
2010-07-02
WYBORY PREZYDENCKIE W NIEMCZECH: CHRISTIAN WULFF NOWYM PREZYDENTEM RFN
2010-06-25
1 LIPCA 1990 ROKU DM ZOSTAŁA WALUTĄ WSZYSTKICH NIEMCÓW
2010-06-18
CHRISTIAN WULFF: KANDYDAT NA PREZYDENTA RFN
2010-06-11
JOACHIM GAUCK: PRZYSZŁY PREZYDENT RFN?
2010-06-04
OBRAZIĆ SIĘ JAK HORST KÖHLER. SPEKTAKULARNE ODEJŚCIE Z URZĘDU NIEMIECKIEGO PREZYDENTA
2010-05-28
DIE LINKE – POMIĘDZY WSCHODEM I ZACHODEM
2010-05-21
ADOLF EICHMANN: REALIZATOR OSTATECZNEGO ROZWIĄZANIA
2010-05-14
WYBORY W NADRENII PÓŁNOCNEJ -WESTFALII
2010-05-07
KARL-THEODOR ZU GUTTENBERG
2010-04-30
PARTIE I POLITYCY BYŁEJ NRD W WYBORACH DO IZBY LUDOWEJ
2010-04-23
65. ROCZNICA KAPITULACJI FESTUNG BRESLAU
2010-04-16
RICHARD VON WEIZSÄCKER
2010-04-09
ANGELA MERKEL: BARDZIEJ KOHL NIŻ THATCHER
2010-03-26
KANCLERZ ZJEDNOCZENIA: HELMUT KOHL
2010-03-19
20 LAT MINĘŁO OD WOLNYCH WYBORÓW DO VOLKSKAMMER
2010-03-12
DEUTSCHES POLEN-INSTITUT MA 30 LAT
2010-03-05
DWADZIEŚCIA LAT TEMU POWOŁANO DO ŻYCIA TREUHAND

Wyszukiwarka

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać co piątek subskrybcje "Die Zeit" w języku polskim, zapisz się do naszego newslettera.