 |
 |
Autor: Krzysztof Visconti
Berlin co prawda kojarzy się bardziej ze sztuką współczesną czy sceną klubową niż z teatrem tańca, niemniej w stolicy Niemiec działa kilku wybitnych choreografów i całe mnóstwo świetnych tancerzy. Jest również kilka niezłych festiwali tańca, jak na przykład cieszący się światową renomą sierpniowy "Tanz im August" czy styczniowy festiwal "Tanztage Berlin".
Odbywający się po raz 19-ty w centrum teatralnym Sophiensaele festiwal "Tanztage Berlin" jest nie tylko pierwszym festiwalem roku, ale również ważnym festiwalem wspierającym pierwsze próby młodych choreografów i tancerzy, którzy podczas "Berlińskich Dni Tańca" mają szansę skonfrontować swoją pracę z wymagającą publicznością stolicy Niemiec.
Kurator festiwalu Peter Pleyer wybiera do programu ryzykowne, nowatorskie produkcje wybiegające mocno poza rutynę miejskich teatrów, stawiając na świeżość i nawet w przypadku ułomności towarzyszącej pierwszym próbom młodych reprezentantów europejskiej sceny teatru tańca są to wybory inspirujące i warte uwagi.
.jpg)
Gdy idę na spotkanie z Peterem Pleyerem, trafiam na zaplecze Sophiensaele i przechodzę obok kilku młodych techników przygotowujących właśnie scenografię do wieczornego spektaklu. Główna sala teatralna przypomina zrujnowane wnętrze kabaretu, w którym wybuchł pożar. Zardzewiałe, secesyjne balustrady, czarne od dymu ściany, na balkon oświetleniowiec musi wchodzić po drabinie. Sophiensaele to kolejne miejsce w Berlinie, w którym zrezygnowano z remontu pozostawiając patynę czasu, ślady historiii utrwalonej w liszajach tynku i osmalonych wojenną pożogą ścianach.
Peter, lekko zmanierowany, w fioletowej kurtce puchowej i zarzuconym niedbale czarnym szaliku, przedstawia mi Joannę Leśnierowską zajmujacą się tańcem w "Starym Browarze" w Poznaniu. Na tegorocznej edycji festiwalu "Tanztage Berlin" zaprezentowany został "Solo Project" – program stypendialny "Starego Browaru", jedyny tego typu w Polsce, który zapewnia młodym choreografom i tancerzom wsparcie finansowe, opiekę merytoryczną i promocyjną przy realizacji solowego spektaklu. – Staramy się stworzyć odpowiednie warunki dla poszukiwań własnej drogi i nowego, orginalnego języka w obrębie teatru tańca. Tak naprawdę sam proces powstawania spektaklu interesuje nas dużo bardziej niz efekt końcowy – opowiada Joanna Leśnierowska.
Na "Tanztage Berlin" zaproszone zostały 3 przedstawienia powstałe w ramach programu "Solo Project": "Man´s best friend" Ramony Nagabczyńskiej, "Mój Poland Drive" Magdaleny Przybysz i "Zona Segura" mieszkającej na co dzień w Amsterdamie Małgorzaty Haduch. Tytuł ostatniego, najciekawszego przedstawienia nawiązuje do tabliczek z napisem "Zona segura en casos de sismos" używanych w Ameryce Południowej do oznaczenia miejsca bezpiecznego w przypadku trzęsienia ziemi. W bardzo konsekwentnym, minimalistycznym przedstawieniu Małgorzata Haduch podaje w wątpliwość istnienie takiego miejsca, które byłoby bezwzględnie bezpieczne. Na pewno nie jest nim scena, która zdaniem tancerki jest raczej strefą zwiększonego ryzyka, gdzie każdy gest, każde wystąpienie wymagają bezwzględnej szczerości.
– Moją metodą jest improwizacja – tłumaczy Małgorzata Haduch – "Zamiast układać sztywną choreografię koncentruję się bardziej na jakościach ruchu, na pewnej prezencji fizycznej. Próbuje wytworzyć na scenie emocje, tak aby każdy spektakl był prawdziwym przeżyciem, a nie odtworzeniem zdarzeń i uczuć spoza sceny."
Ostatniego dnia festiwalu "Tanztage Berlin" pojawił się jeszcze jeden solowy projekt zrealizowany przy współpracy ze "Starym Browarem" w Poznaniu. Spektakl "Live on Stage" tancerza i choreografa Janusza Orlika zbudowany jest na wzór groteskowego, kulejącego występu w podrzędnym kabarecie.
Artysta nieudacznik próbuje żonglować, nieporadnie prezentuje sztuczki karciane, gra na gitarze i śpiewa naśladując gwiazdy rocka, by wreszcie zacząć tanczyć. I mimo że czyni to niedbale, widać, że to akurat umie.
.jpg)
Tanztage Berlin, Sophiensaele, 3-13 stycznia 2010
www.tanztage.de
|