 |
 |
Autor: Krzysztof Tokarz
15 grudnia 2009 roku Cornelia Pieper została nową koordynator ds. współpracy rządu federalnego Niemiec z Polską. Na to stanowisko została mianowana przez szefa niemieckiego ministerstwa spraw zagranicznych, Guida Westerwellego. Podobnie jak Westerwelle, Pieper jest członkinią FDP. Wiadomo, że ma bardzo dobre relacje z inną czołową postacią związaną z Partią Wolnych Demokratów, mianowicie z samym Hansem-Dietrichem Genscherem. Ten jest w Polsce nie tylko postacią bardzo znaną, ale również bardzo szanowaną ze względu na zasługi dla relacji między zjednoczonymi Niemcami i wolną, demokratyczną Polską. Pieper zastąpiła na stanowisku Gesine Schwan, osobę znaną i od wielu lat łączoną z Polską. Gesine Schwan podniosła dość wysoko poprzeczkę, czas pokaże, czy Pieper uda się ją przeskoczyć.
Cornelia Pieper zna Warszawę bardzo dobrze. Tutaj studiowała lingwistykę na Uniwersytecie Warszawskim i uzyskała dypłom tłumaczki języka polskiego i rosyjskiego. W dniach 14-15 stycznia ponownie gościła w polskiej stolicy, tym razem już jako członek niemieckiego rządu. I chociaż de facto nie zrobiła jeszcze nic wielkiego dla stosunków polsko–niemieckich, już jest wychwalana. Sam Władysław Bartoszewski nie szczędził ciepłych słów pod jej adresem. "Nie można było dokonać lepszego wyboru" – powiedział o Cornelii Pieper. Z kolei Krzysztof Miszczak, dyrektor biura Pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów ds. Dialogu Międzynarodowego, przypomniał, że Cornelia Pieper to postać znacząca: jest sekretarzem stanu w niemieckim MSZ, a to istotna funkcja.
Niewątpliwie jej atutem jest nie tylko znajomość polskiej kultury, ale i języka. A to wcale nie jest powszechna umiejętność wśród niemieckich elit. Bo który wysoko postawiony niemiecki polityk, minister czy sekretarz stanu mówi po polski w takim stopniu jak pani Pieper? Mówi się o niej, że reprezentuje przychylną Polsce linię liberałów, takich jak wymieniony już Hans-Dietrich Genscher czy Klaus Kinkel.
Jednak nie może się obyć bez spraw bieżących, często kontrowersyjnych. Na tapetę powróciła sprawa szefowej niemieckich wypędzonych Eriki Steinbach i Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”. Pieper od samego początku swojego urzędowania została właśnie z tym problem skonfrontowana. Jej reakcja była dość stonowana. Najwyraźniej nie chciała dać się wciągnąć w spekulacje i unikała tematu. Indagowana przez Polaków, odpowiadała, że kwestią fundacji niedługo zajmie się niemiecki Bundestag. Spory wokół roli Steinbach, przewodniczącej Związku Wypędzonych, w strukturach fundacji nie korelują ze szczególnym charakterem stosunków polsko-niemieckich – twierdzi Cornelia Pieper.
W jednej z niemieckich gazet Pieper była bardziej wylewna i powiedziała, że w stosunkach bilateralnych z Polską trzeba "otworzyć nowy rozdział". To bardzo śmiała propozycja. Rodzi się jednak pytanie, czy obie strony są gotowe na nowy start w sprawie od zawsze problematycznej i tak bardzo dzielącej nie tylko polityków. I choć zamieszanie wokół działań szefowej BdV trwa już tak długo, to nie ma pomysłu, co zrobić, by rozmowy na linii Warszawa-Berlin wyzwolić od spraw ziomków.
Jak trudny jest to temat, Pieper sama się przekonała, komentując odejście jedynego polskiego historyka z rady doradców fundacji „Ucieczka, Wypędzenia, Pojednanie" – profesora Tomasza Szaroty. Wyraźnie przymuszona sytuacją, Cornelia Pieper nawet nie chciała komentować "osobistej decyzji" polskiego historyka. Jednak nie omieszkała wyrazić żalu, że przed podjęciem decyzji o opuszczeniu rady fundacji nie doszło do bezpośredniego kontaktu z jej ministerstwem. Sama Pieper uważa, że dla projektu fundacji jest konieczne pozyskanie polskiego wsparcia naukowego. – Bez niego nie wyobrażam sobie pracy fundacji – powiedziała. Tylko czy w obecnej, dość niełatwej przecież sytuacji, uda się takie wsparcie uzyskać? Takiej pewności nie ma, pewne jest natomiast, że zadanie, które stoi przed nową koordynatorką ds. współpracy z Polską do najłatwiejszych nie należy.
Cornelia Pieper nie unikała również aktualnych tematów w relacjach z Warszawą. Jako dowód niech posłuży tu kwestia obecności Deutsche Bahn na polskim rynku kolejowym. Już sama zapowiedź wejścia na polski rynek niemieckich kolei wystarczyła, aby zgłosiły się polskie organizacje, które żądają odszkodowań dla robotników przymusowych, pracujących dla niemieckiej kolei w latach II wojny światowej. Wspomniane organizacje również domagają się zadośćuczynienia dla tych osób, które kolejami niemieckimi (w czasie II wojny światowej Reichsbahn – przyp. red.) były wywożone na roboty przymusowe, a nawet do obozów koncentracyjnych. Niemiecka kolej zarabiała na tragedii wielu tysięcy Polaków niemałe pieniądze. Ta sprawa również nie uszła uwadze pani Pieper. Przypomniała jednak delikatnie, że niemiecka kolej wpłaciła już stosowne kwoty na fundusze na rzecz fundacji pojednania. Ale jej wypowiedź zasugerowała, że być może jakieś wpłaty na rzecz ofiar będą jeszcze możliwe.
Cornelia Pieper nie przyjechała do Warszawy tylko z pustymi frazesami o polsko-niemieckiej przyjaźni, ale również z konkretną propozycją. Jest to na tyle rzadkie i ciekawe, że nie można przejść obok tego zupełnie obojętnie. Cornelia Pieper podpisała bowiem z polskim ministrem spraw zagranicznych, Radosławem Sikorskim, porozumienie o wymianie dyplomatów. Umowa, sporządzona na wzór umowy niemiecko-francuskiej, zakłada, że dyplomaci z Niemiec będą delegowani do pracy w warszawskim MSZ, a polscy – w berlińskim. Taki pomysł zapewne zbliża oba kraje i będzie służyć porozumieniu. Plany idą jeszcze dalej, bo przewidują nawet konferencje szefów dyplomacji, resortów kultury i edukacji oraz wielkie spotkanie młodzieży z Polski, Francji i Niemiec. Jeżeli te zamierzenia rzeczywiście zostaną zrealizowane, a nie będą tylko pustym zapisem, to faktycznie relacje polsko-niemieckie będą miały zupełnie inny wymiar. Z ust Cornelii Pieper padły też zapewnienia, że zajmie się ona również sprawami trudnymi, nierozwiązanymi do teraz, takimi jak Berlinka czy polskie dzieła sztuki zniszczone bądź skradzione przez Trzecią Rzeszę.
Jednak to czas pokaże, czy Pieper spełni pokładane w niej nadzieje. A te są, jak widać, duże, zwłaszcza tutaj nad Wisłą.
|