 |
 |
Autor: Krzysztof Visconti
Berlin od dawna marzył, by stać się metropolią mody. Być trochę bliżej Paryża, Mediolanu czy Londynu, nabrać więcej powabu i elegancji. Fashion Week – tydzień mody, który hucznie zakończył się w ostatnią sobotę, pokazał, że marzenie powoli się spełnia. Stolica Niemiec rzeczywiście stała się na kilka dni bardzo paryska.

Kilka ważnych targów branżowych: "Bread and Butter", "Premium", "Jam", "Spirit of Fashion", pokazy na Placu Bebla, w Hamburger Bahnhof i jeszcze kilku miejscach. I mnóstwo ludzi zajmujących się modą. Lokalna organizacja turystyczna podała, że do Berlinia przyjechało na Fashion Week 200 tysięcy osób. Przedstawiciele firm ubraniowych, projektanci, modelki, dziennikarze i setki fotografów z całego świata. Szumnie było i szykownie.
W latach 90-tych kilku młodych radykalnych projektantów zaczęło śnić o modzie "made in Berlin". Miasto całe w gorączce po zburzeniu muru, z podziemnymi klubami, dzikimi galeriami i wędrówką ludów z zachodnich dzielnic miasta na Mitte czy na Prenzlauer Berg. W małych pracowniach powstają intrygujące kolekcje inspirowane kulturą techno, dziwne ubrania z worków wojskowych (Next Guru Now) czy papieru i filcu (Thatchers).
Ważnym wydarzeniem bylo objęcie w 1993 roku profesury na wydziale mody Uniwersytetu Sztuk w Berlinie przez Vivienne Westwood. Do 2005 roku pod okiem "Queen of punk" wykształciła się cała grupa młodych projektantów. Zaczeły pojawiać się pierwsze próby tworzenia festiwali mody z pokazami i targami. Z różnym powodzeniem, co dobrze widać na historii targów "Bread and Butter", które przeniosły się z Kolonii do Berlina w 2003 roku, by 2 lata później wyprowadzić się do Barcelony. Dopiero latem zeszłego roku targi powróciły do stolicy Niemiec i był to powrót tryumfalny. Obecnie "Bread and Butter" można śmiało potraktować jako najważniejsze na świecie spotkanie producentów i projektantów odzieży "street urban fashion", na którym zaprezentowały się wszystkie najważniejsze firmy robiące jeansy i odzież zwaną uliczną (streat wear), chociaż nazwa może wprowadzać trochę w błąd, bo wiecej było na targach "blinc- blinc", ekskluzywnych wdzianek i cekinów niż ubrań codziennego użytku.

Śnieg zbrudzony, koła samochodów i sól tworzą na ulicach błoto, które w nocy zamarzają, zamieniając się w brunatne bryły lodu. Przed halą dawnego lotniska Tempelhof stuosobowy tłum czeka na taksówkę. Panowie w modnych kurtkach, panie z dużymi torbami pełnymi materiałów promocyjnych i zziebnięte modelki w butkach na wysokim obcasie i cienkich plaszczykach.
Widocznie wszyscy chcą jeszcze zdążyć z targów "Bread and Butter" na targi "Premium" czy na pokazy mody na Placu Bebla. Obrazek zabawny, bo do metra jest zaledwie kilkanaście metrów, więc zamiast stać godzinę na mrozie, można w 15 minut dostać się do celu. Tylu ładnych ludzi, a zdaje się, że zarazili się hasłem najnowszej kampanii firmy Diesel "be stupid", atakującym z wielkich plakatów i kolorowego neonu zdobiącego stoisko firmy.
W 2007 roku Vivienne Westwood wystąpiła na "Berliner Festspiele" z manifestem nawołującym do przeciwstawienia się rozbuchanej konsumpcji i oporu wobec indoktrynacji i propagandzie wszelkiego rodzaju, zatytułowanym "Active Resistance to Propaganda". Przemawia do mnie bardziej.

|