 |
 |
Autor: Krzysztof Tokarz
18 marca 1990 roku w Niemieckiej Republice Demokratycznej odbyły się pierwsze i zarazem jedyne wolne wybory do Izby Ludowej (Volkskammer). Pomijając wybory do parlamentów lokalnych i komunalnych z 1946 roku, były to pierwsze od 1932 roku wolne wybory dla Niemców ze wschodu.
Tymczasowa Izba Ludowa (Provisorische Volkskammer) została utworzona 7 października 1949 we wschodniej części Berlina, leżącej w sowieckiej strefie wpływów.
Po raz pierwszy wybory do Volkskammer (Izby Ludowej) odbyły się 15 października 1950 roku. Pierwsze i każde kolejne wybory do NRD-owskiego parlamentu były zdominowane przez listę Frontu Narodowego (Nationalen Front). Nie jest dla nikogo żadną tajemnicą, a tym bardziej zaskoczeniem, że uchwały i wyniki głosowania zależały od woli Niemieckiej Partii Jedności (SED). Do 1958 roku, oprócz Volkskammer, istniała Izba Krajów Związkowych NRD (Länderkammer der DDR). Do zadań tej ostatniej należało przygotowanie projektów ustaw. Izba ta mogła też wetować uchwały Izby Ludowej.
W 1949 Izba Ludowa wybrała Wilhelma Piecka na prezydenta Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Kiedy ten zmarł, w 1960 roku funkcję głowy państwa pełniła Rada Państwa, wybierana również przez Izbę Ludową. Ponadto do kompetencji Volkskammer należało powoływanie Rady Ministrów i szefa Rady Obrony Narodowej.
Formalnie uprawnienia enerdowskiej Izby Ludowej były dość szerokie. Jednak ówczesna socjalistyczna rzeczywistość sprawiała, że Volkskammer- podobnie jak PRL-owski sejm - była jedynie atrapą. W rzeczywistości potakiwała totalitarnym rządom wschodnioniemieckich komunistów, kryjących się za plecami takich instytucji jak Volkskammer.
Podobnie jak w PRL, tak i w NRD organ ten nie odgrywał roli reprezentanta narodu, a jedynie miał być fasadą, za pomocą której legalizowała swoje działania jedyna słuszna wówczas partia. W czasach NRD na Izbę Ludową często pogardliwie mówiono „Ja-Sage-Maschine”, co można przetłumaczyć jako maszynkę do mówienia "tak". "Tak", ale nie dla demokracji, tylko dla pomysłów SED.
18 marca 1990 roku odbyły się pierwsze, ale i ostatnie wolne wybory do Volkskammer. W Polsce to wydarzenie jest właściwie nieznane. Wolne Niemcy kojarzą się jedynie z takim historycznym wydarzeniem jak upadek muru berlińskiego. Poza tym polska opinia publiczna jest przeświadczona, że NRD otrzymało wolność dzięki wydarzeniom z 1989 roku i jako prezent od swojej zachodniej siostry, którą była RFN. Demokratyczne wybory do jeszcze enerdowskiej Volkskammer burzą ten od dawna ustalony obraz.
Uproszczeniem byłoby też myśleć, że wolne wybory mieszkańcom socjalistycznych Niemiec przyniesiono na tacy. Zryw społeczny, który miał miejsce w NRD w 1989 i 1990 roku, walnie przyczynił się do zmian, w efekcie których parlament stał się miejscem wolnościowej debaty. Uczestniczyło w niej kilkanaście ugrupowań a wyraźnym faworytem był chadecki Sojusz dla Niemiec. W wyborach osiągnął bardzo wysokie poparcie sięgające aż 48,05% głosów – i swoimi parlamentarzystami obsadził 192 miejsca w Izbie Ludowej. To był znakomity wynik, świadczący jednocześnie o zmianach, jakie zachodziły w społeczeństwie byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Sojusz w rzeczywistości był koalicją aż trzech ugrupowań: Niemieckiej Unii Społecznej (DSU) blisko związanej z bawarską CSU, Przełomu Demokratycznego (DA) oraz uznawanej przez ówczesne władze wschodnioniemieckiej CDU (Unii Chrześcijańsko Demokratycznej).
Do zwycięstwa opisywanego bloku przyczynił się kanclerz Helmut Kohl, cieszący się wówczas wśród Niemców ze wschodu ogromną popularnością. Sojusz dla Niemiec został niejako „namaszczony” przez Kohla, co w znacznej mierze przyczyniło się do bardzo dobrego wyniku wyborczego w pierwszych wolnych wyborach do enerdowskiej Volkskammer. Największym przegranym wyborów do wschodnioniemieckiego parlamentu w marcu 1990 roku była SPD. Jeszcze przed wyborami tę właśnie partię typowano na lidera, a przynajmniej w sondażach miała ona o wiele lepsze wyniki, niż uzyskała w rzeczywistości. Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD) uzyskała jedynie 21% głosów, co przełożyło się na zaledwie 88 posłów.
Do dziś trwają spekulacje, dlaczego socjaldemokraci osiągnęli tak słaby wynik. Wśród wielu hipotez pojawiła się i taka, że SPD za późno włączyła się w kampanię zjednoczenia Niemiec, przez co już na starcie straciła zaufanie wschodnioniemieckich wyborców. A ci w tamtym czasie jednoznacznie dali światu sygnał, że mają dość socjalizmu i chcą, aby ówczesna DM (niemiecka marka) była również i ich walutą, a nie tylko Niemców z zachodu. Jednak, pomimo gorszego niż spodziewany wyniku, SPD wraz z chadekami i liberałami w kwietniu 1990 roku utworzyła niekomunistyczny rząd NRD, na czele którego stanął Lothar de Maziere. Ten polityk o niezbyt niemiecko brzmiącym nazwisku już w rządzie Hansa Modrowa miał tekę wicepremiera. Był to zatem doświadczony polityk, a także sprawny menedżer, jak się okazało, kiedy trzeba było doprowadzić do zjednoczenia dwóch państw niemieckich, dwóch różnych systemów. Ale już pierwsze wybory do Izby Ludowej pokazały, że nie ma co liczyć na to, że postkomuniści znikną ze sceny. Następczyni SED – Partia Demokratycznego Socjalizmu (PDS), biorąc pod uwagę ówczesną rzeczywistość, osiągnęła całkiem przyzwoity rezultat. 16,4% poparcia dało jej sporo miejsc we wschodnioniemieckim parlamencie. To był niezły wynik, jak na następczynię SED – tym bardziej, że osiągnięty tym razem w wyborach, a nie za pomocą władzy totalitarnej.
Rezultat wyborczy, jaki osiągnęli postkomuniści, sprawił, że stali się znaczącą siłą opozycyjną. Z nimi musieli się liczyć przedstawiciele obozu demokratycznego, czy chcieli czy też nie. A raczej należy założyć to drugie. Już pierwsze wybory w byłej NRD odsłoniły ciemniejszą stronę wolnego rynku, nie tylko w gospodarce, ale również w polityce. Ugrupowania demokratyczne, które nie znalazły swojego odpowiednika w RFN, nie dostały się do Izby Ludowej. Sam parlament był stosunkowo liczny, bo na około 16 milionów mieszkańców NRD, w ławach zasiadło 400 posłów. Mówiono o nich, że nie mają żadnego politycznego doświadczenia, ponieważ gros z nich nigdy wcześniej albo nie sprawowało tak znaczących funkcji w polityce, albo w ogóle nie było czynnych politycznie. Pierwszą a zarazem ostatnią przewodniczącą wolnej, powołanej w demokratyczny sposób Volkskammer została kobieta – polityk CDU, Sabine Bergmann-Pohl.
Od samego początku było pewne, że kadencja Izby Ludowej zostanie skrócona. W rzeczywistości trwała 6 miesięcy, a najważniejszym zadaniem parlamentu było prawne i polityczne przygotowanie pod zjednoczenie NRD z RFN. I co się z tym wiązało – likwidacja próżni prawnej, jaka powstanie po NRD. Z tego zadania Volkskammer się wywiązała.
Historia pierwszego demokratycznie wybranego parlamentu byłej NRD wprawdzie nad Wisłą nie jest zbytnio znana, to jednak jest ważną cząstką ogólnoeuropejskiego procesu, jakim był upadek komunizmu i nowy podział świata.
|