 |
 |
Autor: Krzysztof Visconti
Instalacje świetlne i dźwiękowe wokół dawnych szybów węglowych, pokaz mody w hali fabrycznej, koncert w odlewni. Z soboty na niedzielę Zagłębie Ruhry świętowało długą noc kultury postindustrialnej "ExtraSchicht". Tłem wydarzeń było 50 objektów poprzemysłowych: nieczynnych kopalń, terenów fabrycznych, hut.
"ExtraSchicht" odbyło się po raz 10-ty. W dodatku w szczególnym momencie, kiedy Zagłębie Ruhry, obecnie nazywane Metropolią Ruhry, jest obok Istambułu i Pécs, Europejską Stolicą Kultury. Nic więc dziwnego, że jubileuszowa edycja była wyjątkowo huczna. Nazwa "ExtraSchicht" to gra słów i oznacza zarówno dodatkową zmianę (na przykład w fabrykach czy kopalniach, gdzie pracuje się w systemie wielozmianowym), jak też "dodatkową warstwę". Tą dodatkową warstwą są wydarzenia kulturalne i imprezy w objektach postindustrialnych. Tam gdzie kiedyś odlewano przęsła mostów i armaty , teraz odbywają się koncerty i spektakle teatralne, w miejscu gdzie składowany był koks rosną kwiaty, a taśmociąg, którym transportowano węgiel, zamieniony został na ruchome schody.

foto: RTG/ Nielinger
"ExtraSchicht" to impreza masowa. W hali dworcowej w Essen wybieleni aktorzy chodzą na szczudłach, kuglarze zaczepiają podróżnych, gra eksperymentalna kapela jazzowa. Kasjerka z Lidla skarży się koleżance, że to miauczenie będzie trwało do pierwszej w nocy. Na scenie przed dworcem trwa koncert orkiestry, która gra Hendrixa na skrzypcach i saksofonach. Młodzi ludzie w niebieskich kurtkach z nalepką "ExtraSchicht" tłumaczą, jak dojść do autobusu. Ponad 50 miejsc zaangażowanych jest w wydarzenie. Dawne koksownie, nieczynne gazomierze, olbrzymie kompleksy fabryczne, jak na przykład Zollverein, Kompleks Węglowo-Przemysłowy Niemieckiego Związku Celnego, obecnie postindustrialny zabytek umieszczony na liście dziedzictwa kultury UNESCO, podobnie jak stare miasto w Krakowie, kopalnia soli w Wieliczce czy Białowieski Park Narodowy.

foto: RTG/ Sascha Kreklau
W tym roku padł rekord. 200 tysięcy osób włączyło się w imprezę. Tłumy podróżowały z miejsca na miejsce specjalnymi autobusami, kolejką podmiejską, rowerami, tramwajem. Kursowały też historyczne pojazdy z lat 50-tych i 60-tych, którymi kiedyś do pracy dojeżdżali robotnicy. Bilet na całą imprezę, łącznie z przejazdami kosztował 16 euro. Każdy z uczestników "ExtraSchicht" otrzymywał pomarańczową opaskę na rękę i program z załączonym planem imprez, obejmującym cały region. Jedyna trudność polegała na tym, co wybrać. Koncert w parku krajobrazowym na terenie nieczynnej huty żelaza w Duisburgu, psychodeliczne party w stylu hipisowskim w Bunkrze Mülheim, gazomierz w Oberhausen zamieniony w planetarium, czy teatr na wodzie w Gelsenkirchen. Wszystkich miejsc i tak nie dało się objechać. Sam przejazd, na przykład z kopalni Lohberg do Hali Stulecia w Bochum trwał blisko godzinę, do Kwatery Sztuki w Hagen jeszcze dłużej, po drodze tyle atrakcji, a noc taka krótka. Tak naprawdę, żeby zobaczyć wszystko, potrzebny byłby tydzień. Najwięcej działo się na przystankach, na których ludzie wymieniali się wrażeniami, polecając sobie poszczególne wydarzenia. Sam kilkakrotnie zdałem się na opinie widzów, zmieniając wcześniej obrany plan podroży i trafiając dzięki temu na zdarzenia typu warsztaty układania klockow lego czy koncert hinduskich sitar.

foto: RTG/ Sascha Kreklau
Długa noc kultury postindustrialnej "ExtraSchicht" jest dobrym przykładem przemian, jakie zachodzą w Zagłębiu Ruhry. Upadek przemysłu ciężkiego, szczególnie górnictwa, wystawia region na ciężką próbę. Co zrobić z nieczynnymi kopalniami, zardzewiałymi zbiornikami górującymi nad krajobrazem, wielkimi obszarami poprzemysłowymi? Zburzyć? Sprzedać na złom? Stawką jest nie tylko sensowne wykorzystanie powierzchni po dawnych fabrykach, ile nawet bardziej cała sfera identyfikacji regionu, wypełnienie luki po epoce industrialnej, stworzenie nowego charakteru dla regionu, który podobne jak na Górnym Śląsku związany jest z przemysłem i gdy ten upada, chwieje się wszystko. Zagłębie Ruhry postawiło na kulturę, jako nośnik przemian. Fabryki, stojące przez lata puste, zamieniane są w centra kultury, muzea, w parki, miejsca rozrywki i edukacji. Po ilości osób, które odwiedziły "ExtraSchicht" widać, że ludzie lubią te miejsca, chętnie wracają do historii i tradycji, oprowadzani po nieczynnych kopalniach czy hutach niczym po muzem. Cieszą się też, przynajmniej większość, z przemian jakie tu zachodzą, z wydarzeń takich jak "ExtraSchicht". Czy inwestowanie w kulturę wystarczy, by region odrodził się w nowym kształcie, z nową świadomością? Dowiemy się dopiero po latach. Na razie eksperyment zwany Metropolią Ruhry trwa.
|