 |
 |
Autor: Redakcja | zmat, deutsche welle
W Domu Güntera Grassa w Lubece otwarto właśnie wystawę "Z Gdańska do Lubeki. Günter Grass i Polska" poświęconą twórczości pisarza a także jego związkom z Polską. Pisarz opowiada polskiej redakcji Deutsche Welle m. in. o tym, czym jest dla niego ojczyzna i jaki ma stosunek do Gdańska.
– Ojczyzna jest czymś, co straciłem – mówi Grass. – Próbowałem obrócić to dla siebie w dobrą monetę. Literatura otwiera wielkie możliwości w tym zakresie, jeśli się niejako obsesyjnie zajmiemy pisaniem, żeby obudzić do życia i ocalić od zapomnienia to, co całkowicie zaginęło poprzez zniszczenia wojenne.
DW: Należy Pan do niewielkiego grona niemieckich „wypędzonych”, których Polacy się nie boją. Jest Pan honorowym obywatelem Gdańska. Każdy Pana pobyt w Gdańsku jest wydarzeniem. W Gdańsku ma Pan wielu przyjaciół. Gdańszczanie obchodzą Pana urodziny. W Gdańsku otwarto galerię Güntera Grassa. Odbyła się tam już pierwsza edycja festiwalu Grassomania. Gdańszczanie bronili Pana przed atakami rodaków. Itd…Jak Pan to odbiera?
GG: Oczywiście, że mnie to cieszy. Ale to był bardzo długi proces. Dla kogoś, kto wywodzi się z rodziny wypędzonych, nie było łatwo zaraz po wojnie na trzeźwo ocenić sytuację, spojrzeć wstecz na wspólną historię Polski i Niemiec, na rozpętaną przez Niemców wojnę, i nakazem rozumu, najpierw wobec siebie, uznać utratę swojej ojczyzny. Publiczne zabieranie głosu na ten temat w latach 60-tych w RFN było niemożliwe. Ja to robiłem, i na pewno to dostrzeżono w Gdańsku. Dostrzeżono też, że towarzyszyłem Willy Brandtowi do Warszawy, zresztą z Siegfriedem Lenzem, który urodził się w Prusach Wschodnich i też musiał się uporać z doświadczeniem utraty ojczyzny. I do tego doszło, że z lektury moich książek, wbrew polskiej propagandzie, która głosiła, że Gdańsk jest rdzennie polskim miastem, jasno wynikało, że nie było ono nigdy całkowicie niemieckie czy rdzennie polskie, tylko, że wśród mieszkańców przeważali Niemcy. Ale byli wśród nich też Kaszubi, nawet Szkoci, Holendrzy itd. – i oni wszyscy tworzyli wizerunek tego miasta, jego historię. I właśnie z tą historią zaznajomiłem młode pokolenie gdańszczan, przeważnie ludzi pióra. Ta historia nie wzięła przecież początku w 1945 roku, tylko była pisana przez wieki. To też zauważono i przyjęto z uznaniem. I na pewno przyczyniło się do tego, że kiedy wyrażałem krytyczne opinie o Polsce, na przykład o polskim nacjonalizmie, zostało to wysłuchane i przyjęte, ponieważ było wiadomo, że krytycznie zabierałem głos także w pewnych kręgach w Republice Federalnej.
: Cały wywiad z Günterem Grassem: Deutsche Welle
|