 |
 |
Autor: Redakcja | Paul-Richard Gromnitza
Bitwa pod Grunwaldem (niem. Grünfelde), która w Niemczech od czasów pruskich zwana jest bitwą pod Tannenbergiem (niem. Schlacht bei Tannenberg), czyli po polsku Stębarkiem [tak nazywała się mazurska osada, blisko której stanęły siły polskie - przyp. tłum.], należy do najważniejszych mitów narodowych polskiej historii. Zwłaszcza podczas 123 lat, kiedy polski naród był podzielony między Rosję, Austrię i Prusy, historia zwycięstwa sprzymierzonych wojsk polsko-litewskich nad kolonizatorami z Zakonu Krzyżackiego stała się bogatą w sens opowieścią bohaterską, która pomogła Polakom zachować tożsamość kulturową w obliczu polityki rusyfikacyjnej i germanizacyjnej zaborców.
Każde polskie miasto po I wojnie światowej miało swoją ulicę Grunwaldzką lub plac Grunwaldzki. Każdy turysta przyjeżdżający do Polski, nawet jeśli taką ulicą nie przechodził, to w taki czy inny sposób zetknął się z Grunwaldem, ponieważ o tym narodowym micie przypominają nawet banknoty stuzłotowe: na awersie widnieje portret Władysława Jagiełły, na rewersie ukazany jest Malbork i dwa miecze. Przed bitwą król Jagiełło miał otrzymać je od armii zakonu za pośrednictwem dwóch posłańców. Rzecz jasna nie jako podarunek w geście pojednania. Mistrz zakonu krzyżackiego – jak mówili posłańcy – wezwał Polaków i Litwinów do bitwy. Odpowiedź była zwięzła i pełna godności: „Mieczów ci u nas dostatek, ale i te przyjmuję jako wróżbę zwycięstwa!”. W Polsce aż do lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku te legendarne miecze były widoczne na Orderze Krzyża Grunwaldu, militarnym odznaczeniu posiadającym trzy klasy (brąz, srebro i złoto). Również nagrobki polskich żołnierzy poległych w II wojnie światowej opatrzone są tym symbolem.
Mit Grunwaldu po tylu latach jest wciąż w Polsce żywy. Może to przypadek, że serię polskich banknotów ozdabiają postacie królów, ale nie przypadkiem ten jeden z najczęściej wykorzystywanych mitów przywoływany jest na co dzień. Historyk Jarosław Krawczyk stwierdza: „Nie tylko mit jest żywy, ale też ktoś chce, by był on żywy”(Rzeczpospolita, 3/4 lipca 2010).
Właśnie teraz ten 600-letni mit jeszcze bardziej zyskuje na znaczeniu. Narodowy Bank Polski wprowadził do obiegu okolicznościowe monety z motywem Grunwaldu, z kolei Poczta Polska 15 lipca wyda okolicznościowe znaczki. „Gazeta Wyborcza” w połowie lipca do egzemplarzy gazety będzie załączać odrestaurowaną wersję dramatu historycznego „Krzyżacy” Aleksandra Forda. Tę pierwszą polską superprodukcję z 1960 roku obejrzało w kinach ponad 30 milionów Polaków (budżet wyniósł 33 miliony złotych). W Krakowie, Warszawie i Malborku można zobaczyć wielkie wystawy tematyczne a z okazji historycznej rocznicy Pola Grunwaldzkie zostały ze środków unijnych zmodernizowane i rozbudowane za 28 milionów złotych, aby 17 lipca można tam było odpowiednio uroczyście zrekonstruować bitwę z udziałem około 2500 rycerzy.
Od mitu narodowego do mitu popkultury
„Grunwald. Tak, wielka średniowieczna bitwa. Jedna z największych. Ale na peryferiach Europy” – ocenia lakonicznie i z ironią historyk Tomasz Łubieński w swoim eseju Noch war Polen nicht verloren. 15 lipca 1410 roku w odległości około 200 metrów stanęły naprzeciw siebie rozciągnięte na prawie trzech kilometrach wojska: armia zakonu krzyżackiego oraz sprzymierzone wojska polsko-litewskie pod dowództwem króla Władysława Jagiełły i wielkiego księcia litewskiego Witolda. Około 50 tysięcy ludzi wzięło udział w walce. Choć Grunwald właściwie o niczym nie przesądził, do dziś ma dla Polski znaczenie, które nie jest zrozumiałe dla Niemców. Być może dlatego, że w Niemczech nie ma takiego wydarzenia historycznego, które zostało zakorzenione w życiu codziennym choć miało miejsce wieki temu. Od XVIII wieku mit ten bowiem jest w Polsce pielęgnowany. Obraz „Bitwa pod Grunwaldem” Jana Matejki, powieść historyczna „Krzyżacy” Henryka Sienkiewicza a także ekranizacja powieści Aleksandra Forda pod tym samym tytułem zaszczepiły poczucie narodowego triumfu w każdym Polaku. „Krzyżacy” dodatkowo nadal są obowiązkową lekturą w polskich szkołach.
Dzisiaj Grunwald to popkultura. Ta wypełniona sensem i polskością bohaterska opowieść od dawna jest mitem codziennym, który może budzić nieuświadomione antyniemieckie resentymenty. Podczas piłkarskich Mistrzostw Europy w 2008 roku przed rundą eliminacyjną między drużyną polską i niemiecką polskie media bulwarowe przypominały o klęsce zakonu krzyżackiego, wzywając: „Leo, przynieś nam ich głowy!”. Jako ilustrację przedstawiono trenera polskiej drużyny narodowej Leo Beenhakkera z odciętymi głowami. Tego typu niestosowne zabiegi polskich bulwarówek są jednak coraz rzadsze.
Z polskich peryferii do centrum historii europejskiej
Niemcy za mało wiedzą o królu Władysławie II Jagielle, wielkim księciu litewskim Witoldzie i wielkim mistrzu zakonu krzyżackiego Urlichu von Jungingenie. To piętnastowieczne wydarzenie powinno być określane jako „bitwa pod Grunwaldem” (po niemiecku: Schlacht bei Grunwald) - zwycięstwo nad armią rosyjską w Prusach Wschodnich we wrześniu 1914 roku nazwano „drugą bitwą pod Tannenbergiem”. Fakt, że w Polsce ten narodowy mit jest żywy także na początku XXI wieku, jest bez wątpienia godny podziwu. Z drugiej strony można spytać, czemu wydarzenia historyczne o zasięgu międzynarodowym, jak bitwa pod Wiedniem (1683), rozszyfrowanie Enigmy w 1933 roku czy istotny wkład Polaków w zmiany ustrojowe w Europie Wschodniej (1989) nie zakorzeniły się tak głęboko w ludzkiej świadomości. Być może już niedługo mit europejski „made in Poland” zastąpi ten ważny narodowy, ale jednak peryferyjny mit. Jednak praca nad współczesnymi polskimi mitami dla Europy i świata musi rozpocząć się dziś, zwłaszcza że taki skok jakościowy z krańców do samego centrum wymaga głębszego oddechu. W sierpniu przypada 30. rocznica powstania związku zawodowego „Solidarność”. Warto tej okazji nie zmarnować.
tłum. Zofia Matejewska
|