 |
 |
Autor: Krzysztof Tokarz
Przed 20 laty rada ministrów byłej NRD powołała do życia Treuhandanstalt, czyli niemiecki Urząd Powierniczy Do Spraw Prywatyzacji. Po raz pierwszy w historii gospodarka socjalistyczna miała przejść w wolnorynkową. A nie, jak to bywało wcześniej, w odwrotnym kierunku. Była to o tyle trudna i zarazem pionierska myśl, że nie istniały tak naprawdę żadne wzorce czy rzeczowa literatura, na której można było się oprzeć, szukając drogi z socjalizmu do kapitalizmu.
Co warte jest podkreślenia i o czym niewielu pamięta, to fakt, że inicjatywa przekształcenia "własności ludowej" na "własność prywatną" została zapoczątkowana przez władze i państwo, które wcześniej bardzo pryncypialnie walczyły o tzw. realny socjalizm.
Władze NRD, ale i ówczesnej RFN, musiały w 1990 roku zmierzyć się z trudnym zadaniem. Bo z całą pewnością przejście z gospodarki planowej do wolnorynkowej nigdzie, w tym i na obszarze byłej DDR, nie było bezproblemowe. Jak się okazało, na nim połamali sobie zęby zachodni menedżerowie i politycy.
Obywatele wschodnich Niemiec nie byli przygotowani na to, co nadeszło w 1990 roku. Widzieli tylko silną i bardzo mocno oddziałującą moc ówczesnej DM (zachodnioniemieckiej marki). To przesłaniało ciemne strony czekającego ich, nie zawsze bezbolesnego, procesu transformacji. Kiedy było już jasne, że Niemcy będą jednym zjednoczonym państwem, przemiana gospodarcza stała się nieunikniona. Entuzjazm w mieszkańcach NRD wzbudziło dodatkowo oświadczenie wydane na początku lutego 1990 roku przez ówczesnego kanclerza Helmuta Kohla o wspólnej walucie, czyli potężnej DM. Co zrozumiałe, ludność NRD była z tego powodu bardzo zadowolona. Myślano w dość uproszczonym schemacie: skoro tak łatwo uzyskaliśmy „D-Mark”, to w taki sam szybki i bezbolesny sposób zamienimy „nasz niewydolny system” na ich "lepszy – wolnorynkowy". Zamiana była konieczna, tyle że jak pokazała praktyka – nie obyło się bez wielu perturbacji.
A one były nieuniknione tak, jak konieczność zmian, nieprzeprowadzanych do tej pory na tak dużą skalę. Różnice pomiędzy NRD a RFN były kolosalne. Produkt brutto na jednego mieszkańca NRD wynosił zaledwie 27 procent tego, co przypadało na jego odpowiednika z Zachodu. Stan techniki byłej NRD rażąco odbiegał od standardów znanych na Zachodzie. Było wówczas nawet takie powiedzenie, że dawna NRD jest „muzeum techniki”. Rzecz jasna, było to tylko uproszczenie, bo oprócz przestarzałych fabryk były i takie, które mogły z powodzeniem konkurować na rynku.
Niemieckim patentem tworzenia przedsiębiorstw prywatnych było przekształcanie przez Treuhand dawnych kombinatów na mniejsze jednostki, a następnie ich sprzedaż podmiotom gospodarczym. Działalność Treuhand w początkowym okresie skupiała się głównie na sprzedaży większych jednostek dużym inwestorom. Firmy, które „należały” do Treuhandanstalt, stanowiły lustrzane odbicie struktury gospodarki NRD. Były tam wszelkie branże – od rolniczej, przez budownictwo, na przemyśle motoryzacyjnym skończywszy. Wiele z wschodnioniemieckich przedsiębiorstw zostało przez Urząd Powierniczy do Spraw Prywatyzacji po prostu zamkniętych, ponieważ nie były w stanie sprostać wymogom konkurencji rynkowej. Wówczas bardzo mocno ucierpiał przemysł ciężki wschodnich Niemiec. To, co udało się uratować, zostawało sukcesywnie sprzedawane. I tak okazuje się, że około 25 procent wszystkich firm należących do holdingu Treuhand przeszło w ręce wielkich zachodnioniemieckich firm. W tym wypadku przeważnie wielkich niemieckich koncernów. Proces, o którym tu mowa, dotyczył dużych jednostek przemysłowych o znacznej wartości. Jego przejęcia nikt inny nie byłby w stanie zrealizować ze względu na wysoki próg kapitałowy. Z tego też względu z procesu prywatyzacyjnego zostali "wyrugowani" wschodnioniemieccy przedsiębiorcy, którzy nie posiadali tak dużych oszczędności i zdolności kredytowych. Mówiąc wprost, wielkie wschodnioniemieckie firmy dostawały się głównie wielkim zachodnioniemieckim koncernom.
Według stanu z 1 lipca 1990 roku do Treuhandanstalt należało około 8500 przedsiębiorstw z zatrudnionymi w nich ponad 4 milionami ludzi. Ale już dwa lata później liczba zatrudnionych wynosiła tylko 1 milion 200 tysięcy osób. Za to armia bezrobotnych na terenie byłej NRD wzrosła aż do 14 procent. Trudno całe bezrobocie przypisać tylko działalności Treuhand, lecz sposób działania tego holdingu walnie się do tego przyczynił.
Dzięki Treuhand w krótkim czasie spora grupa wschodnioniemieckich przedsiębiorstw została przejęta przez zachodnioniemieckich biznesmenów. I nie zawsze były to tylko udane "przejęcia". Pojawiło się wiele zarzutów o nieuczciwość w procesach prywatyzacyjnych. Mówiono, że z zachodniej części Niemiec napływają bardzo różni ludzie. Padały nawet oskarżenia, że dzięki układom wschodnioniemieckie przedsiębiorstwa dostają się w ręce menedżerów, którym się nie powiodło na Zachodzie lub nawet zwykłych hochsztaplerów. Często pojawiały się też opinie, że Treuhand przekazywała komuś majątek w byłej NRD jeśli tylko miał meldunek po zachodniej stronie zjednoczonych Niemiec.
Detlev Karsten Rohwedder – pierwszy szef Treuhandanstalt mianowany jeszcze za czasów NRD – został 1 kwietnia 1991 roku zamordowany, a poszlaki wskazywały na sprawców wywodzących się z terrorystycznej organizacji RAF. Po tym zabójstwie na czele Treuhand stanęła Birgit Breuel, polityk CDU.
O wielu innych skandalach związanych z prywatyzacją bardzo dużo pisały niemieckie media. Afery i niejasności wokół działania Treuhandanstalt przyczyniły się między innymi do tego, że 31 grudnia 1994 roku została ona rozwiązana, a jej zadania zostały rozdzielone pomiędzy wiele różnych mniejszych agencji, takich jak na przykład Bundesanstalt für vereinigungsbedingte Sonderaufgaben BvS (Zakład Federalny do Spraw Zależnych od Zrzeszenia Zadań Specjalnych – przyp. red.).
Do dnia dzisiejszego nie zostały uregulowane wszystkie rachunki po Treuhand. Nie tylko te polityczne, ale również finansowe. Zadłużenie Treuhandanstalt pod koniec grudnia 1994 roku wynosiło niebagatelną kwotę – ok. 200 miliardów ówczesnych marek. Długi zostały przeniesione do specjalnego funduszu. Jednak mimo tego szefowa Treuhandanstalt Birgit Breuel w podsumowaniu działalności mówiła o pozytywnym bilansie. Udało się bowiem w tak krótkim czasie doprowadzić wschodnioniemieckie firmy do tego, by były konkurencyjne nie tylko na niemieckim, ale i światowym rynku. Jednak tak dobry obraz w opinii publicznej został zakłócony przez problemy z koniecznością pokrycia zaistniałych szkód przez skarb niemieckiego państwa, przypadki oszustw i nadużyć w czasie prywatyzacji majątku w byłej NRD.
|